
Większość osób na hasło „Polskie Góry”, oczyma wyobraźni widzi Zakopane oraz Tatry. Moim zdaniem o wiele ciekawszym rozwiązaniem (o ile nie zależy nam na najwyższych szczytach) jest zdobywanie Karkonoszy, wraz z miejscem wypadowym w Karpaczu lub Szklarskiej Porębie. Będąc młodszym wpadłem w posiadanie tajemniczej mapy Karkonoszy z miejscem na pieczątki. Ponieważ trochę pieczątek mi brakowało to w 2019 r. na górski kierunek obrałem Karkonosze celem zebrania brakujących pieczątek. Część z nich pochodziła z okolić Szklarskiej Poręby, dlatego druga część tej podróży obejmie tamte okolice. Oczywiście nie ominąłem atrakcji, z których pieczątki już posiadałem. Oprócz szczytów, szklaków, schronisk nie zabraknie w tej podróży muzeów, zamków i innych ciekawych atrakcji. Zanim zaczniemy zachęcam do zapoznania się z wycieczką po Karpaczu w minutę, ponieważ to tam rozpoczynam swoją podróż. Jeżeli zamiast czytać wolisz słuchać lub oglądać to na samym dole tego artykułu zamieszczam jego treść w formie filmu, który spokojnie możesz odsłuchać jako podcast.
Spis Treści:
- Najlepszy szlak na Śnieżkę
- Czerwony szlak na Śnieżkę
- Dzień Muzeów – co zobaczyć w Karpaczu
- Na Przełęczy Okraj
- Samotnia oraz Słonecznik
- Co jeszcze zobaczyć w Karpaczu i okolicach?
- Nocleg w Karpaczu
- Gdzie zjeść w Karpaczu?
Najlepszy szlak na Śnieżkę
Do Karpacza przyjechaliśmy wieczorem z województwa świętokrzyskiego. Droga zajęła nam cały dzień gdyż po drodze zahaczyliśmy o Wrocław, co polecam każdemu kto zmierza do Karpacza, gdyż mijany jest z większości kierunków a o samym Wrocławiu – innym razem. Dziś o Karpaczu a tam dotarliśmy wieczorem, szybki booking w noclegu i przygotowanie szpeju na pierwszy wypad na górskie szlaki. Plan na górskie wypady był prosty jak dla amatorów górskich wędrówek – jeden dzień na szlaku, jeden dzień odpoczynku w mieście a wszystko dopasowane do pogody. Podczas pierwszego dnia miała towarzyszyć nam idealna pogoda, więc w ten dzień zaplanowałem obowiązkowy punkt – Śnieżkę. Być w Karpaczu i nie wejść na Śnieżkę to jak pojechać nad morze i nie dotknąć wody 0 chociaż znam takie przypadki. Sic! Spojrzałem na mapę, wszystkie pieczątki z okolicy Śnieżki zebrane, dlatego zdecydowałem się wybrać moją ulubioną trasę – czerwoną. Trasa ta nie jest trudna ale też nie jest bardzo łatwa, zdarzają się większe kamienie i stopnie. Szlak wydaje się odznaczać najmniejszą ingerencją człowieka, to sprawia że pomimo iż widokowo są ładniejsze szlaki, pod względem technicznym to czerwony szlak jest moim ulubionym. Jeżeli ktoś szuka najłatwiejszego podejścia do zdecydowanie polecam szlak czarny, którym schodziliśmy więc wspomnę o nim nieco później.
Czerwony szlak na Śnieżkę

Naszą wyprawę warto zacząć w okolicy ulicy Gimnazjalnej i jeżeli przemieszczamy się samochodem, tam poszukać parkingu. Jednakże nie liczyłbym na darmowy postój, koszt na czas wyprawy to może być ok. 10-20 zł. Warto na to miejsce dojechać komunikacją lub dojść pieszo, jeżeli mamy blisko nocleg. Początkowo idziemy drogą asfaltową (ulica Olimpijska) i po chwili docieramy do pierwszej na trasie atrakcji – Skoczni Orlinek, a chwilę później zaczyna się nasza właściwa trasa a co za tym idzie wchodzimy do Parku Narodowego. Wejście do parku jest płatne, bilet można kupić przy większości wejść do parku – wykaz miejsc na stronie internetowej – bilety można również kupić on-line. Koszt za bilet normalny na cały dzień to 8 zł, jednakże można kupić karnet 3dniowy za 20 zł. Co będzie opłacalne dla tych co postawią na intensywne eksploatowanie szlaków górskich. Po wejściu do Parku podążamy początkowo spokojnym czerwonym szlakiem aż do Schroniska nad Łomniczką (2022r. – schronisko w remoncie), gdzie można zdobyć pierwszą pieczątkę do mapy lub książeczki KGP. Warto zatrzymać się w tym miejscu na pierwszy postój.
Do Schroniska nad Łomniczką zrobiliśmy około 4,5km i powinno nam to zająć nieco ponad półtorej godziny. W tym momencie zaczyna się najciekawszy fragment tego szlaku. Drzewa rosną coraz rzadziej aż w pewnym momencie znikają całkowicie a naszym oczom ukazują się piękne widoki na zbocza pobliskich szczytów. oraz dość wyraźnie widzimy już cel naszej wyprawy – Śnieżkę. Na trasie towarzyszą nam liczne skały oraz niższa roślinność a trasa robi się coraz bardziej stroma. Tuż przed kolejnym postojem mijamy tablice pamiątkowe poświęcone poległym w górach, warto w tym miejscu zatrzymać się na chwilę i pogrążyć się w lekkiej zadumie by pełnym energii wyruszyć w dalszą drogę. Następny postój rekomenduję przy dużym schronisku – Domie Śląskim, będzie to ostatni postój przed zdobyciem szczytu, warto się posilić oraz zebrać energię, ponieważ ostatni fragment naszej trasy, w cale nie będzie łatwiejszy. Tu również zdobędziesz pieczątkę do mapy lub książeczki KGP.


Spod Domu Śląskiego Śnieżkę możemy zdobyć na dwa sposoby:
- kontynuacja drogi czerwonym dość stromym szlakiem
- droga jubileuszowa – początkowa niebieski szlak a następnie czerwony szlak przyjaźni polsko-czeskiej. Warto nadmienić iż jest to droga dłuższa ale łatwiejsza, gdyż tą drogą podjeżdża zaopatrzenie na Śnieżkę.
My oczywiście wybraliśmy szlak czerwony, bo ułatwiać to można sobie zejście. Czerwonym szlakiem trasa jest stroma, jednakże dobrze przygotowana i idzie się jak po schodach a po bokach do dyspozycji mamy łańcuchowe barierki. Na szczycie znajduje się schronisko i jest to kolejne miejsce gdzie dostaniemy pieczątkę, można się również napić i posilić. Dla osób zdobywających Koronę Gór Polskich obowiązkowe jest zrobienie zdjęcie. Na Śnieżce warto zatrzymać się dłuższą chwilę by podziwiać widoki, te na stronę Czeską moim zdaniem najbardziej zapierają dech w piersiach.
Podobnie jak podczas zdobywania szczytu, opuszczając go mamy początkowo do wyboru dwa warianty (pomijam zejście na stronę Czeską). Zejść możemy tym samym czerwonym szlakiem lub wspomnianą wcześniej drogą dojazdową. Aby uatrakcyjnić wyprawę polecam zejście tą drugą, tym bardziej, że zahaczamy częściowo o stronę czeską i już możemy chwalić się znajomym, że byliśmy zagramanicą [sic!]. Docieramy do Domu Śląskiego i w tym miejscu mam dla Was 3 propozycje:
- wracamy tak jak weszliśmy czerwonym szlakiem – było, nuda!
- szlak niebieski/żółty – bardzo piękne widoki a na końcu świątynia wang – polecam, jednakże o tym szlaku opowiem nieco później,
- Czarny szlak – jest najłatwiejszy technicznie z nich wszystkich, widoki może najmniej ciekawe ale nie brakuje pięknych strumyków. Również jest to trasa, którą podjeżdża zaopatrzenie, więc jest stosunkowo łatwa, zwłaszcza przy schodzeniu. Jednakże nie polecam nawet na taką drogę szpilek i walizki na kółkach, serio! Czasem spotyka się takie wybitne jednostki.

My wybraliśmy czarny szlak i to nie w całości ponieważ doszliśmy do Kopy a stamtąd zjechaliśmy wyciągiem. Rzadko zdarza się okazja by się przejechać, wiec uznaliśmy to za idealną okazję, zwłaszcza że jest to nasz pierwszy dzień w górach od długiego czasu a my porwaliśmy się na głęboką wodę. Dodatkowym plusem czarnego szlaku jest to, że kończy się on w pobliżu początku naszej wyprawy, gdzie prawdopodobnie część z Was postanowiła zostawić swój pojazd. Żeby dodatkowo zachęcić Was do wejścia czerwonym szlakiem przygotowałem krótkie wideo, które mam nadzieje da Wam pogląd na widoki oraz trudność szlaku. Wideo zamieszczam poniżej, jednakże nie jest to koniec przygód w Karpaczu, więc koniecznie czytaj dalej. Na Śnieżkę oczywiście można wejść innymi szlakami. Dla początkujących, którzy nie czują się na siłach by pokona szlak czerwony, polecam na początek trasę oznaczoną kolorem czarnym. Wejścia innymi szlakami omówię w dalszym ciągu naszej wyprawy.
Wejście na Śnieżkę szlakiem czerwonym powinno nam zająć nie całe 4h marszu (nie licząc postojów), a trasa od ulicy gimnazjalnej po sam szczyt mierzy 7,5km z czego ostatni kilometr i 40 min marszu to wejście na Śnieżkę spod Domu Śląskiego. Zejście ze Śnieżki czarnym szlakiem do ulicy Olimpijskiej to około 6,5km i nieco ponad półtorej godziny marszu. Do samochodu mamy jeszcze około 1km ulicą Olimpijską (koło skoczni) lub zjazd wyciągiem. W tym miejscu polecam odbić w stronę ulicy Strażackiej by wybrać nad pobliski wodospad.

Dzień muzeów – co zobaczyć w Karpaczu?
Tak jak wspomniałem na początku tego wpisu, na szlaki planowaliśmy wychodzić co drugi dzień, więc kolejny dzień naszej wycieczki poświęciliśmy na zwiedzanie samego Karpacza a dokładniej jego dolną część. Poza dostępności szlaków górskich Karpacz słynie z wielu atrakcji, między innymi: Tor saneczkowy – kolorowa, Western City, oraz muzea czy deptak.
Tor Saneczkowy „Kolorowa”
Na pierwszy ogień pójdzie Całoroczny Tor Saneczkowy, który śmiało możemy nazwać Rollercoasterem, z tą różnicą iż wykorzystuje on ukształtowanie terenu – najpierw jesteśmy wciągani na górę a następnie zjeżdżamy. Gdy byliśmy w Karpaczu w 2019 roku tor był remontowany i nie było dane nam pojeździć. Jednakże gdy byłem młody i bywałem w Karpaczu to korzystałem z tej atrakcji i mam z nią miłe wspomnienia, duża prędkość i ostre zakręty sprawa, iż frajda ze zjazdu jest bardzo duża a i skok adrenaliny jest niemały. Do dyspozycji w tamtym czasie były dwa tory – jeden standardowy szynowy i drugi rynnowy. Niestety nie wiem jak sytuacja wygląda po remoncie ale gdy będzie mi dane ponownie odwiedzić Karpacz to nie omieszkam sprawdzić. Oczywiście nie jest to unikalna atrakcja bo tego rodzaju tory pojawiają się coraz częściej w całej Polsce.
Western City
Western City mieści się w okolicach Karpacza, ale wszyscy zaliczają to jako atrakcję tego miasta. Nazwa mówi sama za siebie – Westernowe miasteczko. Jest to kolejna atrakcja, którą odwiedziłem raz X lat temu i nie powtórzyłem tej wizyty. Nie dlatego, że nie warto, nie warto drugi raz za taką cenę :). Wejście dla osoby dorosłej to 35 zł, park wygląda ciekawie, można poczuć się jak na dzikim zachodzie jednakże większość atrakcji (w tym pokazy) wewnątrz parku są dodatkowo płatne. W ofercie są droższe karnety, które w cenie mają dostęp do większości atrakcji, więc warto się na nimi pochylić. Miejsce gdzie można spędzić spokojnie pół dnia i warto je raz odwiedzić – zwłaszcza z dziećmi.
Muzeum zabawek
Muzeum zabawek jest miejscem, z którym oprócz Śnieżki kojarzy mi się Karpacz. Muzeum odwiedzaliśmy we wtorek i całkowicie przez przypadek trafiliśmy na dzień z darmowym wejściem. Niestety w internecie nie znalazłem informacji czy darmowe wtorki wciąż obowiązują. Na wstępie dostaliśmy skoroszyt z informacjami o ekspozycjach i samodzielnie wyruszyliśmy na spacer po muzeum zgodnie z kierunkiem zwiedzania. Budynek nie jest duży ale mieści dużo eksponatów. W muzeum poznamy całą historię zabawek, obserwując ich ewolucję, od pierwotnych zabawek po najnowsze klocki lub lalki. Polecam odwiedzić to muzeum, nie tylko dzieciom.
Izba Tradycji Kolejnictwa
O tej atrakcji dosłownie kilka słów. Miejsce odkryłem przypadkowo szukając wejścia do muzeum zabawek. Atrakcja dostępna jest za darmo a wewnątrz niewielkiego pomieszczenia znajduje się kilka eksponatów związanych z kolejnictwem. Nie zabrakło również informacji o historii kolejnictwa w regionie a sam budynek mieści się przy nieczynnych obecnie torach, na których stoi zabytkowa lokomotywa. Warto odwiedzić ten punkt przy okazji zwiedzania muzeum zabawek.
Muzeum Sportu i Turystyki
Szybkie do zwiedzania muzeum, eksponatów nie za wiele, ale cena adekwatna – 12 zł bilet ulgowy. Muzeum poświęcone głownie sportom zimowym takim jak saneczkarstwo czy narciarstwo ale nie brakuje eksponatów dotyczących przyrody oraz Karpacza, w tym miniatura świątyni Wang.
Karkonoskie Tajemnice
Multimedialne muzeum a w zasadzie park rozrywki – bo pod taką nazwą widnieje na mapach Google, o którym nie miałem pojęcia. Trafiłem na to miejsce spacerując deptakiem a uwagę przykuwa wielki pomnik ducha gór przy wejściu do budynku. Budynek nie jest duży, ponieważ większość atrakcji umieszczona jest pod ziemią. Muzeum jest bardzo klimatyczne, wewnątrz panuje mrok lub półmrok, zewsząd otaczają nas różne dźwięki. Multimedialne atrakcje uatrakcyjniają nam poznawanie Karkonoskich Legend. Większości z nich nie znałem, więc zwiedzanie wspominam bardzo miło, poznałem wiele ciekawych historii – co również Wam polecam.
W Karpaczu istnieje drugie multimedialne muzeum, ale do niego nie zawędrowałem. Nie wiem czemu, powstało w 2019 roku i być może było zamknięte gdy zwiedzaliśmy Karpacz lub konieczna była wcześniejsza rezerwacja. Podobnie jak Tor Saneczkowy, Multimedialne Muzeum Karkonoszy odwiedzę przy najbliższej okazji.
Poza wspomnianymi atrakcjami w Karpaczu oraz jego okolicach znajdują się liczne parki, tamy oraz wodospady, które również warto odwiedzić podczas spaceru. Deptak nie odznacza się niczym szczególnym, znajduje się na nim wiele sklepów, stoisk z pamiątkami, restauracji oraz street foodów. Brak samochodów sprawia, że jest to ciekawsza trasa na spacer niż droga główna. W Karpaczu Głównym najistotniejszą atrakcją jest Świątynia Wang – ją opiszę w późniejszym czasie.
Na Przełęczy Okraj

Kolejny dzień na szlaku postanowiliśmy przeznaczyć na uzupełnienie jedynej brakującej pieczątki z okolic Karpacza a to oznacza wyprawę na nieznanie szlaki. Brakującą pieczątką była ta ze schroniska na Przełęczy Okraj. Dla urozmaicenia trasy jako dodatkowy punkt wycieczki obraliśmy Sowią Przełęcz. Tak o to wędrówkę rozpoczęliśmy czarnym szlakiem przy Kruczych Skałach. Krucze skały to formacje skalne, przy których warto się zatrzymać. Dawniej wydobywano tam minerały, obecnie znajduje się tam ośrodek wspinaczkowy. Czarnym szlakiem wspinamy się do Sowiej Przełęczy gdzie możemy zrobić przerwę regeneracyjną. Na przełęczy znajduje się ławeczka, przy której zatrzymują się turyści. Znajdziemy również tabliczki zarówno w języku polskim jak i czeskim, ponieważ wchodząc na przełęcz – wkraczamy na czerwony szlak biegnący wzdłuż granicy (Droga Przyjaźni Polsko-Czeskiej). Początek szlaku jest łagodny, jednakże pod koniec strome podejścia mogą dać trochę w kość. Po krótkim odpoczynku czeka nas około godzina marszu po prawie płaskim terenie aż osiągniemy nasz cel – schronisko na Przełęczy Okraj. Co ciekawe – pod przełęczą okraj znajduje się niewielka czeska wioska – Mala Upa a na przełęcz od strony czeskiej można dojechać samochodem. Zatrzymaliśmy się w schronisku by uzupełnić płyny i stracone kalorie. Pieczątka zdobyta, pora wracać.
Powrót zaplanowaliśmy szlakiem zielonym, który w końcowej fazie krzyżuje się ze szlakiem czarnym, którym wchodziliśmy na Sowią Przełęcz. Nasz nocleg mieścił się parę minut od Kruczych Skał, dlatego zdecydowaliśmy się dokończyć wycieczkę tą samą drogą, jednakże jeśli nocleg macie bliżej centrum można zdecydować się na szlak zielony lub żółty. Mniej więcej w połowie drogi mijamy byłą wieś Budniki, do dziś na szlaku można spotkać pozostałości po budynkach, w tym po szkole ewangelickiej. Nie trzeba się specjalnie przyglądać, ponieważ przy trasie znajdują się tablice informacyjne, wraz z opisem budynków, które niegdyś się tam znajdowały. Osada powstała jako schronienie okolicznych mieszkańców podczas wojny trzydziestoletniej. W późniejszym czasie funkcjonowało tam schronisko, które nie zachowało się do dzisiejszych czasów. Wieś została wyludniona po II Wojnie Światowej, gdy w okolicy rozpoczęły się poszukiwania uranu, teren zamknięto a budynki wyniszczały. Życie w Budnikach nie należało do najłatwiejszego, ponieważ przez ukształtowanie terenu przez 113 dni w okresie zimowym do wsi nie docierały promienie słoneczne co skutkowało srogą zimą. Gorąco zachęcam do zapoznania się z pełną historią wsi budniki oraz ciekawostkami na stronie internetowej.
Całość trasy liczy około 15 km i powinna nam zająć nie licząc postojów 5,5h.
Szlakami o których wspominałem powyżej śmiało można również podejść na Śnieżkę, ponieważ czerwony szlak, którym szliśmy z Przełęczy Sowiej na Przełęcz Okraj jest to ten sam czerwony szlak, którym schodziliśmy ze Śnieżki. Po zdobyciu Przełęczy jednej lub drugiej możemy podejść na śnieżkę kierując się na zachód, będzie to dość długa lecz niewymagająca trasa.

Samotnia oraz Słoneczniki
Zawsze gdy planuję zdobywanie Śnieżki, mam dylemat którym szlakiem zdobywać szczyt. Wspominałem już o najatrakcyjniejszym technicznie szlaku – czerwonym. Tym razem będzie o szlaku z najładniejszymi widokami a to wszystko ze względu na niezwykle urokliwą Samotnię. Jest to 4 dzień pobytu w Karpaczu i zgodnie z wcześniejszą regułą powinniśmy mieć dzień regeneracji, jednakże ze względu na deszczowe prognozy postanowiliśmy zmodyfikować plany. Osobiście pieczątki z tej trasy zdobyłem podczas wcześniejszych podróży ale dla kolekcjonerów i zdobywców KGP dodam, iż na tej trasie do zdobycia mamy dwie pieczątki.
Świątynia Wang
Naszą wycieczkę zaczynamy spod Świątyni Wang. Dotrzeć do niej można na wiele sposobów, my po odkryciu, że istnieje coś takiego jak komunikacja miejska w Karpaczu – zdecydowaliśmy się właśnie na nią. Rozkładu najlepiej poszukać na najbliższym naszego noclegu przystanku a po przyjeździe na miejsce – sprawdzić od razu czas powrotu by lepiej zaplanować czas wycieczki.Wejście na teren Świątyni Wang jest płatne (robienie zdjęć dodatkowo płatne) ale cały jej urok można podziwiać zza płotu a jest co podziwiać gdyż jest to niezwykła budowla w stylu Skandynawskim. Nic w tym dziwnego gdyż Świątynia Wang została pierwotnie wybudowana w norweskiej miejscowości Vang. Gdy kościół był niewystarczający dla lokalnej ludności postanowiono go rozebrać i sprzedać niczym klocki Lego lub meble z Ikei do złożenia w nowym miejscu. W ten oto sposób świątynia przybyła do Karpacza, w którym do tej pory nie było świątyni. Świątynię warto odwiedzić nawet jeśli nie zamierzamy wchodzić na pobliskie szlaki.
Samotnia
Spod Świątyni Wang wyruszamy na szlakiem niebieskim, po pewnym czasie do naszego szlaku dołączają szlaki zielony oraz żółty by za chwile znów się rozgałęzić. Do tej pory przeszliśmy około 2km i powinno nam to zająć około godziny – w tym momencie jesteśmy w połowie drogi na Samotnię, więc w razie potrzeb jest to idealne miejsce na krótką przerwę. Po chwilowej regeneracji (lub od razu) maszerujemy dalej szlakiem niebieskim aż do schroniska „Samotnia” gdzie czeka na nas pieczątka i… przepiękne, zapierające dech w piersiach widoki. To idealne miejsce na kolejną przerwę oraz sesję zdjęciową. Kolejną pieczątkę znajdziemy w schronisku „Strzecha Akademicka”, które znajduje się 15 min marszu od Samotni. Idąc do Strzechy Akademickiej wchodzimy wyżej i z każdym krokiem odkrywamy coraz to piękniejsze widoki na Kocioł Małego Stawu, w którym znajduje się Samotnia. Jeżeli w Samotni będzie tłoczno lub z innego powodu nie chcecie się tu zatrzymać, przerwę można zrobić w schronisku „Strzecha Akademicka”. Gdy już odpoczniemy ruszamy dalej szlakiem niebieskim aż do rozdroża przy Spalonej Strażnicy. Nazwa rozdroża w żadnym wypadku nie jest myląca i pochodzi od strażnicy, która o dziwo – spłonęła.

Dochodząc do Spalonej Strażnicy jesteśmy w najwyższym punkcie naszej podróży, chyba że… zdecydujemy się odbić czerwonym szlakiem w kierunku wschodnim na Śnieżkę. Jest to ten sam czerwony szlak (Główny Szlak Sudecki), którym wchodziliśmy na Śnieżkę dnia pierwszego oraz ten sam czerwony szlak (Droga Przyjaźni Polsko-Czeskiej), którym schodziliśmy ze Śnieżki oraz szliśmy z Przełęczy Sowiej na Przełęcz Okraj albowiem na tym odcinku oba te szlaki pokrywają się. Ze względu na iż Śnieżkę podczas tego wypadu już zdobyliśmy postanowiliśmy wyruszyć na zachód i zobaczyć z bliska formacje skalne – Słonecznik(i) – które do tej pory dane mi było zobaczyć z daleka. Tak jak już wcześniej wspomniałem Spalona Strażnica jest najwyższym punktem w naszej podróży, jednakże nie oznacza to, że będziemy szli po terenie płaskim – ale! prawie płaskim. Zejdziemy zaledwie ok. 50 m niżej by znów wejść na podobną wysokość.
Słonecznik

Droga na Słonecznik powinna nam zająć około 1h, a do pokonania mamy 3km. Po drodze, spoglądając w dół możemy podziwiać widoki na Wielki Staw oraz Mały Staw wraz ze schroniskiem „Samotnia”, więc jak pewnie się domyślacie wciąż nie opuszczają nas malownicze krajobrazy. Ciekawa jest etymologia nazwy tej formacji skalnej. Gdy byłem mały, myślałem że wokół skał rosną słoneczniki, Sic! Później twierdziłem, że przypominały ludziom zwrócone ku słońcu kwiaty słonecznika – ta teoria była bliżej prawdy. Podczas opisywanego pobytu dowiedziałem się, iż nazwę zawdzięczają temu, że słońce znajdujące się nad skałami oznaczało dla mieszkańców gminy Podgórzyn porę południa. Skały są bardzo widowiskowe, a wrażenie robią nie tylko z bliska ale również z dystansu. Spod Słonecznika nie chcąc wracać tą samą trasą mamy dwie możliwości: delikatnie wrócić się i zejść szlakiem zielonym lub bezpośrednio spod słoneczników podążyć szlakiem żółtym.
Osobiście wybrałem drugą opcję i to samo polecam również Wam, ponieważ tym szlakiem będziemy mieli okazję podziwiać kolejne formacje skalne: Pielgrzymy, które robią podobne wrażenie jak Słonecznik lub nieco mniejsze – Kotki. Idąc dalej nasz żółty szlak łączy się ze szlakiem zielonym oraz niebieskim, w ten sposób znajdujemy się w tym samym punkcie co na początku naszej podróży. W tym momencie sami musicie podjąć decyzję czy wrócić pod świątynie Wang niebieskim szlakiem, urozmaicić nieco podróż szlakiem żółtym, który momentami odbiega od szlaku niebieskiego czy może wybrać szlak zielony by podróż skończyć przy wodospadzie, o którym wspominałem przy okazji zejścia ze Śnieżki szlakiem czarnym. Wszystkie trasy cechuje podobna długość oraz czas.
Cała trasa powinna nam zająć około 5h samego marszu i liczy około 14 km. Aby bardziej przekonać Was do tej wycieczki przygotowałem, krótki film z tej trasy do obejrzenia, którego gorąco zachęcam.
Co jeszcze zobaczyć w Karpaczu i okolicach?
Wycieczka na Samotnię i Słonecznik w naszym przypadku miała miejsce przedostatniego dnia w Karpaczu. Jeśli chodzi o okolice Karpacza to oprócz wspomnianego wcześniej Western City, można odwiedzić Park Miniatur w Kowarach, Zamek Chojnik czy Szklarską Porębę. Szklarska Poręba jest kolejnym punktem naszej wyprawy i spędzimy w niej kilka dni, dlatego poświęcę jej osobny artykuł, znajdzie się w nim również punkt poświęcony Zamkowi Chojnik, wiec zachęcam do lektury. Po drodze do Szklarskiej Poręby zajechaliśmy do Schroniska Szwajcarka po kolejną pieczątkę. Z parkingu pod Szwajcarką czeka nas krótki spacer, więc zdecydowaliśmy się na niego pomimo delikatnego deszczu. W samym Karpaczu warto dodatkowo zobaczyć:
- Skocznię narciarską – wspominałem o niej przy okazji wejścia na Śnieżkę
- Krucze Skały – również wspomniane wcześniej w tekście
- Wodospady
- Anomalię Grawitacyjną – miejsce w którym samochód pozostawiony na biegu jałowym zdaje się sam jechać pod górę, jednakże tak nie jest. W rzeczywistości jedzie on w dół, jednakże poszycie terenu tworzy złudzenie optyczne.
Nocleg w Karpaczu
Nie będę ukrywał, że we wcześniejszych latach będąc w Karpaczu zatrzymywałem się u rodziny, więc wielu miejsc noclegowych nie znam. Podczas opisywanego pobytu zdecydowaliśmy się wykupić nocleg poprzez booking i mogę szczerze polecić miejsce – Villa Retro. Nocleg znajduje się na uboczu lecz blisko mamy przystanek oraz szlaki. Właściciele mili, w pokoju było czysto i przytulnie a cena stosunkowo niska.
Gdzie zjeść w Karpaczu?
Będąc na szlakach zazwyczaj stołujemy się w Schroniskach, jest drogo ale też klimatycznie. Ponadto nigdy nie odmówię w schronisku gorącego żurku w zimny dzień. Jeśli chodzi o jedzenie na mieście to posiłkowaliśmy się trip Advisorem. Nie ma co liczyć na to, że będzie tanio bo to jednak Karpacz czyli drogo albo drożej. Z czystym siemieniem mogę polecić pierogarnie „Pierogowo” (bardzo smacznie), nieco na uboczu restaurację „Chata Karkonoska” (smacznie i klimatycznie) oraz blisko centrum „U Musa” (tu również smacznie, choć trochę mniej klimatycznie).
Do poruszania się po szlach wykorzystywałem mapę papierową wydawnictwa „Galileos” (mapa z pieczątkami) oraz stronę mapy.cz, która jest dostępna również w formie aplikacji mobilnej – z tych map pochodzą screeny w artykule.
Noclegów szukałem na booking, natomiast ciekawych miejsc oraz restauracji TripAdvisor oraz Mapy Google.
Zapraszam do drugiej części naszej Karkonoskiej przygody – Szklarska Poręba.
Pouczająca lektura! Doceniam szczegółowość i dokładność. Szkoda tylko, że niektóre fragmenty są zbyt techniczne dla laików. Mimo to, świetne źródło wiedzy!